
/ umarłam dla wszystkich do piątku włącznie, zaliczanie półrocza.
Środa – odpytywanie z biologii, nic nie umiem; klasówka z angielskiego – 50% umiem.
Czwartek – kartkówka z polskiego (średniowiecze), nic nie umiem; test z historii z całego półrocza (prehistora – Bizancjum), UCZĘ SIĘ.
Piątek – prawdopodobna kartkówka z matematyki, nic nie umiem.
NIC NIE UMIEM! ;_;

Jako że nie chce mi się rozwodzić nad długaśnym podsumowaniem ostatniego – i tak niezbyt ciekawego – roku, posłużę się bardziej metodą słów kluczowych, gdzieniegdzie rozwiniętych.
Styczeń; sylwester na GG z Sei, och, niezapomniane. Nowy (świetny!) singiel Okui, dentystka niemalże co tydzień, rozmyślanie o dość interesującym końcu świata z udziałem wielu znamienitych osobistości. Przy tym wszystkim dalsze fazowanie na punkcie pewnej ślicznej osóbki, wybitnie mnie zresztą ignorującej.
Luty; najbardziej stresujące Walentynki ever oraz faza na Valentine Kiss. Potem niezapomniane pierwsze spotkanie z Sei… oraz czytanie Lolity z wypiekami na buźce. No i zalałam laptopa kawą, yay.
Marzec; nowy laptop! Dużo, dużo szkicowania.
Kwiecień; Powolutku, gdzieś tam na dnie mojego mózgu, zaczyna kiełkować mania zwana Shitenhouji. Pierwsze rozmowy o mhroocznej przyszłości Kintarou miały miejsce już w marcu, a swojego wnuka związałam z potomkiem Kurczaczka również jakiś czas temu, ale to właśnie w okolicach kwietnia… coś się zaczyna dziać w moim rozumku. Poza tym – ten jakże okropny egzamin gimnazjalny, brr. Największy stres ever, tym bardziej, że pisałam w osobnej sali.
Maj; Łyknęłam trochę wiedzy teoretycznej na temat proporcji i cośtam zaczęłam dłubać… odnośnie pierwszych porządnych charasheetów. Dodajmy do tego PIERWSZY arcik Chitose/Kura w moim życiu!111!oneone!1 Co prawda przedstawiona scena była technicznie niemożliwa, ale wtedy nie wiedziałam praktycznie nic o przeszłości Chitose. XD Po raz pierwszy usłyszałam piosenki Mami Kawady (IMMORAL!!) oraz powróciła mi faza na Overlap Kimeru – niemożliwe, ale jednak! To pociągnęło za sobą większe zainteresowanie cudownym ficem mojej kochanej oraz tejże opowieści głownym bohaterem (RYSIAAA ♥). Zepsuł się telewizor, a ja wpadłam w twórczość Aiuchi Riny, której album PLAYGIRL stoi sobie ładnie na mojej półeczce.
Czerwiec; Urodziny Akito, YAY! Przy okazji przysporzyłam sobie czwórkę prawnuków, ale to szczegół. XD Wynik egzaminu gimnazjalnego: zboczone 69 punktów, średnia: 4.51. Nareszcie oderwałam się od jakże znienawidzonego gimnazjum, zawiozłam papiery do liceum, po czym nazajutrz wybrałam się do Sei. ♥ I, jak się okazało, dostałam się do liceum pierwszego wyboru. Również w czerwcu napisałam 24 rozdział Connected… i na tym na razie przerwałam przygodę z tym ficem. >_>
Lipiec; SHITENHOUJI. Nie trzeba nic więcej dodawać. Super ultra great delicious FAZA.
Sierpień; DREAM LIVE 4th, urodziny Tachibany, pierwsza od sześciu lat wycieczka szkolna.
Wrzesień; Argh. Szkoła. Nowa szkoła i przyzwyczajanie się do wstawania o szóstej oraz dojazdów. O, i prawie zginęłam.
Październik; Już nie nadążam z nauką. Czas umilają mi An Cafe.
Listopad; Nadal nie nadążam, ale dostaję w łeb i leżę w szpitalu na wstrząs mózgu. Ahaha. An Cafe – nadal. I wznowienie… pewnej znajomości.
Grudzień; ROZPUSTA!! Zamówienie nowego fanbooka TeniPuri i nowego albumu Ayu, gorący czas w szkole (nadal nie nadążam!), faza na unit Ragdoll. I boski sylwek, którego sama zepsułam jakoś po trzeciej nad ranem.
To na tyle. Co za okropny rok.
PS. Kura/Kintarou = moje nowe OTP.