February, 2009

♪ Ayumi Hamasaki – Sparkle

February 18, 2009

Monotonna jestem z tym Sparklem, nie?

Anyway, dziś byłam w kinie na Włatcach Móch. Spodziewałam się dziewięćdziesięciu minut odmóżdżenia. Nie można powiedzieć, że przy oglądaniu tego serialu zawsze się odmóżdżam (bo, nie da się ukryć, że niektóre odcinki zalatują dydaktyzmem tudzież wyciąganiem morałów), ale… cóż, kinówka czegoś tak popularnego musi być tworem czysto komercyjnym, czyż nie?

Tu się przeliczyłam. Sprytnie zawoalowany wątek oszukiwania przeznaczenia, patologie Zajkosia i patologie cmentarne, nieuchronność pewnych wydarzeń no i wreszcie Pluszaki w Chinach, czyli gdzie Polak, tam kłopoty. Dość ekstremalnie, chwilami brutalnie. Oczekiwałam mnóstwa zapadających w pamięć tekstów – no i się nie doczekałam. Reszta publiczności wybuchała śmiechem przy każdym robiącym wrażenie przekleństwie. Nie wiem, może jak zwykle pogubiłam się w interpretacji? Prowincjonalne, włocławskie Multikino opuściłam, zakopana głęboko w dołku filozoficznym, generalnie przygnębiona. Ciekawe, ile mnie tak potrzyma?

Zaczęłam tworzyć prezent na osiemnastkę skarba. Obym się wyrobiła w te… *liczy* 77 dni.

PS. Nie należę do elitarnego grona, które panna GG zaprosiła na swoje urodziny; bo wiecie, jak to było? Normalnie cała szkoła minus ja. Ciekawe, jak się pomieszczą w Węgierskiej…?

tags: raburabu,rl

♪ Ayumi Hamasaki – Sparkle

February 17, 2009

Dzisiejszą ikonkę (która liczy sobie 2 lata, 5 miesięcy, 2 tygodnie i 1 dzień) sponsoruje KenKen, obchodzący dziś urodziny; a niech ma.
Całkiem sporo rzeczy do wypisania.

I.

30 stycznia 2009 za sprawą zdobycia wyróżnienia w konkursie historycznym (ładnie to brzmi, ale chodziło tylko o narysowanie żołnierza) wybrałam się na pro-PiSiorską wycieczkę do sejmu! Wycieczka nie byłaby taka interesująca, gdyby nie towarzystwo Justynki, która to również zdobyła wyróżnienie. Ze wszystkich osób z klasy jechała ze mną akurat ta najbardziej rozsądna, co za ulga (mogło być gorzej, ale… cóż, ktoś w porę zrezygnował).

W ciągu czterech godzin drogi poczęstowano nas cukierkami i owockiem, soczki ze względów praktycznych odstawiono do powrotu. Wysiedliśmy przy tabliczce z napisem Parking – Strefa Płatna, co zakręcona wielogodzinną jazdą Justynka odczytała… Parking Stefana Płatiniego.
Jaki cyrk jest, każdy widzi, ale czekaliśmy pod nim ponad godzinę, zanim nas wpuszczono. Wnuczka (…córka?!) jednej z organizatorek umilała sobie czas liczeniem wyżutych gum, przyklejonych do ścian Białego Domu. Justynka (Stefan Płatini) natomiast zapędziła się w opracowywaniu wstępu swojego pierwszego przemówienia (jak już zostanie prezydentem) – “Nazywam się Milijon”. Na co ja, ochrzczona Czterdzieści i Cztery, odparłam: “Milijon, tu Czterdzieści i Cztery, zgłoś się!”. Jako że nudziło się nam niezmiernie, rzucałyśmy różnymi epickimi tekstami. Nie wszystkie dotyczyły “Dziadów”.

Ja: Ciekawe, jakie mają tam łazienki?
Justynka: No chyba na wodzie?

Zwiedzanie sejmu zaczęło się małym zamieszaniem, a mianowicie – diabetykom ze sprzętem medycznym wstęp wzbroniony? A zasadził im kiedyś ktoś kopa w coś? ♥ Wpuścili po kwadransie bezsensownej dyskusji. PiS.
Sala obrad jest super. Taka puchata i dźwiękoszczelna, i ma wygodne fotele! Myślałam, że będzie większa. Stefan Pła… Justynka poczyniła ciekawe obserwacje.

Justynka: To wejście z krzyżem nad drzwiami jest dla wierzących, a to bez krzyża… dla niewierzących.

Po zwiedzaniu słynnego korytarza i krótkiej pogawędce z Gosiewskim (fajny gość btw), nasza 40-osobowa grupka poszła do sejmowej restauracji. Jedzenie było ohydne, ale tym, co robiło wrażenie, był barek – te bajecznie kolorowe alkohole! XD W pobliżu stał nawet tron dla najbardziej pijanego.
Po obiedzie przyszedł czas na największą atrakcję, czyli… maszynkę do czyszczenia butów, która była absolutnie OSOM. Wszyscy, bez wyjątku, się nią zachwycali.

II.

Dokładnie tydzień później odbyły się słynne klasowe zdjęcia. Ostatecznie przekonałam się, że moja klasa to kochane menele są. Co prawda wyróżniałam się z tym cukrowo różowym sweterkiem, ale nie aż tak, jak Żółte Trio w składzie Klaudia, BB, Patrycja. Że co, że niby BB nie na galowo…? A, bo wychowawcy to wolno.
Prosto ze szkoły pojechałam na dworzec po Skarba. Skarb był. Kolekcja ślicznych fotek.

III.
Odliczałam dni do kolejnego spotkania ze Skarbem. W międzyczasie zaliczyłam w szkole zajęcia z edukacji psychoseksualnej (tudzież psychoedukacji seksualnej ;D), odkryłam wspólnie z klasą potencjał głosu sora Alladyna (Misterska! Nie gadaj, bo mnie głowa boli!), odnalazłam w sobie ogromną miłość do biologii i fizyki (do chemii nadal nie), a także pokręciłam głową nad kolejną ambitną debatą z Jureczkiem odnośnie zmiany nauczciela matematyki (do czego nie dojdzie). Och, i 7 kwietnia mam próbną maturę z tegoż przedmiotu, ahaha, dobre ♥.

IV.
13 lutego 2009 w mojej szkole odbył się Żalowy Koncert Walentynkowy, na którym śpiewały “lokalne” (w obrębie w szkoły, oczywiście) “sławy”, a prowadziła go inna “lokalna” “sława”, czyli Olga. Leciały żalowe teksty. I w ogóle żal.
Żal też, że uciekł mi autobus, na który (prawie) prosto ze szkoły poleciałam. Whatever, do Skarba pojechałam następnym.
Przeżyłam najcudowniejsze Walentynki ever. Byłam na randce, dostałam pierścionek. Do tej pory mam głowę pełną wspomnień; każdą chwilę tego spotkania rozgrzebuję po sto razy i sprawdzam, czy nic nie umknęło mojej pamięci…

A Sparkle Ayu powoli zaczęło mi się nudzić. Przedawkowałam taką świetną piosenkę, ale i tak nie mogę się od niej uwolnić :x Od niedzieli nie słuchałam niczego innego. No, prawie.

I w ogóle?

PS. Tylko w W.I.T.C.H dowiecie się, jak wygląda prawdziwy francuski… osiołki.
PS II Francuski.

tags: Ayu,raburabu,rl,school