here we are, finally together
holding close, never release this feeling, this moment, my dream is now
I’m loving you
’cause you’re beautiful, something in your eyes tells me I have found
love that never dies
I don’t have to dream
reality is beautiful in you
I never felt more true
there you are
finally the answer
take my hand
never release the sweetness, the magic, and hapiness I’ve found in you
’cause you’re beautiful, something in your eyes tells me I have found
love that never dies
I don’t have to dream
reality is beautiful in you
I never felt more true
here we are, finally together
holding close, never release this feeling, this moment, my dream is now
’cause you’re beautiful, something in your eyes tells me I have found
a love that never dies
I don’t have to dream
reality is beautiful in you
I never felt more true…
Miesiąc mija od ostatniego spotkania, zostają trzy tygodnie do następnego.
Damy radę, prawda?
Dlaczego czuję się tak przywiązana do tej piosenki?

To get rid of today’s stress, I went GaGa.
To był wyjątkowo śliski dzień. Nic nie poszło po mojej myśli.
Pani A., nie jestem przedszkolanką, ani tym bardziej niczyją wychowawczynią. Nie ponoszę odpowiedzialności za bandę młodocianych menelków. Nie, nie wiem, jak zbiorę jutro do kupy 15 osób i ułożę z nimi na piątek program na uroczystość,
przecież nie zrobię łapanki. Nie lubię dostawać ochrzanu za coś, czego nie zrobiłam.
Tematy na ustną maturę z polskiego, które zaproponowało dla siebie kilka osób z mojej klasy, zostały odrzucone. Gdy Pani A. informowała o tym owe osoby, złośliwy uśmieszek nie schodził z jej słodkiej twarzyczki. Kochamy Panią A..
Z kolei Pan BB wyraził dobroduszne rozczarowanie faktem, iż jednak nie dobiję do średniej równej cztery. Panie BB, akurat Pan powinien wiedzieć doskonale o tym, że ostatnie osiem miesięcy nie było dla mnie łatwym czasem i myślałam nawet o opuszczeniu jednego roku szkolnego.
Ile jednak bym straciła, gdybym jednak się na to zdecydowała?
Nowy layout, tym razem zainspirowała mnie Emiko, moja OC. Naturalnie, elementy szkicu, które ziomalsko zakolorowałam na czerwono, czerwone absolutnie nie są – kolorem Emi jest zdecydowanie niebieski, co zresztą widać na kilku pracach z mojego dA. Jakież to jednak demoniczne i jak doskonale pasuje do tej postaci. Nareszcie mogę odpocząć od starego układu layoutu tego bloga~
To był wyjątkowo śliski dzień. Nic nie poszło po mojej myśli. Ale jutro będzie lepiej. Wiesz?
PS. Już jest lepiej. Właśnie zjadłam truskawkę z mojego ogródka, nie dość, że dobra, to jeszcze się wzruszyłam, że sama wyhodowałam. ♥

Musiałam dostać niezłego pierd*lca, by użyć ikonki z Bou.
Fak, że też… *liczy* sześć widocznych z pewnego dystansu białych plamek na odsłoniętej skórze musi robić takie wrażenie na nadużywających przekleństw w szkolnej czytelni licealistkach. Myślałam, że ten etap mam za sobą, gdy skończyłam podstawówkę… Czyżbym się przeliczyła? Kopernikańska brać, tak.
Aby moje kronikarskie zapędy zostały zaspokojone, dodam, że jutro jest klasówka z biologii. Nie jakaś normalna klasówka; do normalnych klasówek z biologii podchodzę z uśmiechem na ustach. To jest Wielka Piętnastominutowa Mini-Klasóweczka (nie, nie sprawdzian, liczy się razy 5 – podobno), która zadecyduje o… o… o WSZYSTKIM. Tak, o wszystkim.
Tak na serio to naprawdę chciałabym zostać dopuszczona do matury z biologii.
Mam ochotę rysować, ale nie, nie mogę. Ewolucjonizm i inne Darwiny czekają.
PS. Atobe jest Ojcem Narodów, a teściowa przyszła i niedoszła.
PS. 2 Niepokoje.

To.
Rok temu, dowiedziawszy się o tym, stwierdziłam, że świat to w sumie beznadziejne miejsce, skoro odchodzą z niego po kolei ludzie, którzy stanowią nieodłączną część pewnych etapów mojego życia. Jednakże śmierci zmarłego rok wcześniej zawsze-denerwującego-wujka nie opłakiwałam tak, jak śmierci pani M.; zawsze się jej bałam, momentami jej nie znosiłam, nie rozumiałam, dlaczego w sprawach prywatnych nie chce wziąć mojej strony.
Przez dwa lata gimnazjum, w których była wychowawczynią mojej klasy, zawsze była celem kpin i docinków. Oczywiście nikt nigdy nie okazywał jej tego wprost. Za bardzo się jej baliśmy. A może to był nie tyle strach, co szacunek?
Tak to już bywa, że gdy umiera ktoś, kogo znamy – choćbyśmy nie wiadomo, jak go nie znosili – staramy się na siłę znaleźć jakieś jego dobre strony, odkryć jego wpływ na nasze życie. Cóż, ja nie musiałam się jednak wysilać. Dlaczego do dziś, mówiąc o pani M., patrzę ze strachem w górę? Dobre pytanie.
Rok temu poopłakiwałam sobie intensywnie przez tydzień, otrząsnęłam się trochę… i było już dobrze, bo przecież zbliżał się koniec roku szkolnego. Teraz też powinno już być dobrze. Tak sądzę.

Mądrość Sora R. na dzisiaj: “Część [z nas - klasy] nie powinna chodzić do szkoły, bo się nie nadaje”.
Amen?
Przegląd randomiczny brought to you by Mai Y. Kaido.
Sor G. jest prze-u-ro-czy. To nic, że wstawił mi jedynkę przy ostatniej kartkówce (po tym, jak ocenił moją poprzednią pracę na 4, a z historii mocna nie jestem); nie potrafię gniewać się na niego dłużej niż dwie sekundy. Trudno o nauczyciela, który okazałby tyle sympatii (i współczucia.) mojej wspaniałej, mariolkowej klasie; że też on jeszcze z nami wytrzymuje… Jednym z jego zwyczajów jest – od czasu zorganizowania pierwszej kartkóweczki dla przyszłych maturzystów z historii – przeurocze kiwanie się przed drzwiami sali od historii niczym uspokajające zabaweczki. Kiwaniu temu towarzyszyło dziwne wymachiwanie ramionami w kierunku sali, w geście rzekomo zapraszającym do wejścia (na klasówkę). Gdy w sobotę przymierzałam buty w CCC i odkryłam, iż są one na “bujającej się” podeszwie, moją pierwszą myślą było – “Oho, kiedy je kupię, będę się kiwać jak Sor G.”. Widać, w jakim stopniu jestem zafascynowana ludźmi z mojej szkoły (co niektórzy mogą potwierdzić), skoro myślę o nich nawet w sobotę?
Rekord słodyczy Sor G. pobił dopiero właśnie wczoraj, po wstawieniu mi tej wspaniałej lufki do dziennika. Popatrzył swoimi małymi oczkami po klasie i zapytał beztrosko o progress w pisaniu kartkówki: “Juf? Cy jefce nie? :3″. Umarłam.
Organizacja uroczystości z okazji 50-lecia szkoły to serious business. Szczególnie, jeśli mamy prezentować kolejne dekady, a mnie przypadła organizacja lat 80…. A do tego moja wizja spotkała się z wyraźnym sprzeciwem pani, która kieruje całym przedsięwzięciem (takie wizje zawsze spotykają się z jej wyraźnym sprzeciwem; moje relacje z zodiakalnymi Rakami – i w ogóle znakami wodnymi – zawsze pozostawiały wiele do życzenia). Spór dotyczy doboru muzyki… Moja mamuśka, która w latach 80. była nastolatką, na stałe zakorzeniła się muzycznie w tamtych czasach. Dlatego też, gdy Mai była mała, słuchała Modern Talking, C.C.Catch, Bad Boys Blue i innych Bananaram. Pani Kierownik obstaje przy polskiej muzyce. Zbieram jednak ekipę, która ma mi pomagać w przekonaniu jej do mojej wizji. Oby się udało.
Wczoraj ogólnie był dość feralny dzień. Zapomniałam okularów (czytaj – byłam niemalże ślepa i nie mogłam nawet wypatrzeć puszki mojego ukochanego Pepsi Max w sklepowej lodówce), dostałam dwie lufki, było mi piekielnie gorąco (35 stopni, fak), siostra dokazywała, wkuwałam matematykę, wieczorem zaś, gdy już miałam zasypiać, dostałam jakiejś mało przyjemnej, lękowej schizy. To tyle z narzekania.
Całe szczęście, nie jestem sama. ♥
Dziś “obsługiwałam” konkurs językowy, co sprowadziło się do siedzenia przy stoliku, wpisywania uczestników na listę… i rundek do świetlicy po ciastka. Jestem przejedzona. Bleh. W drodze ze szkoły zmokłam.
Jaka ładna notka o niczym. ♥ Czy ja zawsze muszę tak nudno i wprost? Ja i moje kronikarskie nawyki…
PS. Teledyski z lat 80. są kurejzi ando sekuszi.
Po raz pierwszy W ŻYCIU praca domowa z polskiego (na której zadanie przecież taak narzekałam) rozjaśniła mi nieco w móżdżku odnośnie życia… prywatnego.
“Oleńka, jako wielka miłość Kmicica, odtrącając go, sprawiła mu niewątpliwie wielki ból. Kmicic prawdopodobnie żywił nadzieję, że narzeczona wybaczy mu spalenie wsi, skoro go kocha. Potępienie z jej strony uświadomiło mu, że miłość nie oznacza ślepej akceptacji wszystkiego, co czyni druga osoba – a także, co miało przyjść z czasem, że krytyka działań ukochanej osoby nie jest równoznaczna z osłabieniem uczuć; pewne czyny wymagają po prostu czasu, by zostały wybaczone. To umacnia miłość, czego przykładem jest późniejsze pogodzenie Kmicica i Oleńki.”
Aj, ja to muszę mieć powalone we łbie. Ale chyba pozytywnie. ♥
I wszystkiego najlepszego dla Skarba – po raz siódmy chyba i już po czasie.
Ano hito no egao ga mou
Mabushikute yasashi sugite
Yowasa misete shimai sou de
Nakidashite shimai sou de
Fureta yubi no saki kara
Omoi ga afuredashi sou ni
Natta ano shunkan kara
Kono koi ni kizuki mashita
Doushite hito wa kokoro no mama ni shitagai
Aruite yuku no ga muzukashii no darou
Hontou wa kitto zutto
Wakatte ta hazu nano ni ne
Genjitsu ni me wo somuketa
Shinjitsu o hitei shite ta
Mitsumeru sono saki ni wa
Itoshiki ano hito no sugata
Kaze ga kawaru koro ni wa
Kono omoi tsutae you ka
Fureta yubi no saki kara
Omoi ga afuredashi sou ni
Natta ano shunkan kara
Kono koi ni kizuki mashita
Mitsumeru sono saki ni wa
Itoshiki ano hito no sugata
Kaze ga kawaru koro ni wa
Kono omoi tsutae you ka
Futatabi mebuita
Kigi tachi ga irodzuita ra
Ima yori sunao na
Egao mise tai