Spotkanie przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Było spokojnie, bez większych spięć i – jak to Skarbowi powiedziałam – jak w starym, dobrym małżeństwie. To już chyba inny, doroślejszy etap. Przynajmniej taką mam nadzieję.
A propos doroślejszego etapu – jutro idę do poważnej pracy i mam stresa. *STRES STRES*
Miałyśmy ze Skarbem rocznicową sesję foto. Ujrzawszy jej pierwsze wyniki, zdałam sobie sprawę z tego, że nie wiem nic o fotografowaniu. Lubię robić zdjęcia, ale dobrego oka nie mam. Cóż, nie można mieć wszystkiego, ale ta sprawa akurat napawa mnie smutkiem – myślę, że widać w moich rysunkach, jak bardzo inspirują mnie zdjęcia z japońskich magazynów o modzie/celebrities? Czyste tła, skupienie na postaci, jej ubraniu, kolorach. Pozostaje mi urzeczywistnianie tej inspiracji poprzez rysowanie.
Jak już notka ma być o tym, co lubię, to… Wiecie, że Avexowi udało się wyprodukować całkiem dobrą debiutantkę? Dziewczyna ta nazywa się Kagiyama Yuka, a jej Love player to jakiś dziwny miks talkin’ 2 myself i GAME Ayumi Hamasaki. Dziwny, ale ciekawy. Zobaczymy, czy Kagiyama dalej będzie obracała się w rockowych klimatach, bo na razie dobrze jej to idzie.
Mam moją wymarzoną sukienkę w panterkę ♥
Rozradowana czekam na kolejne spotkanie ze Skarbem, o.
Ikonka ♥
Minął rok, tyle się zmieniło. My też się zmieniłyśmy. Sytuacja także – przed nikim nie musimy się ukrywać.
Tak właśnie jest dobrze.
Kocham Cię.

O bogowie, cudowność. Znowu mi się to dzieje. Znów jest mi różowo, puchato i słodko; chodzę z głową w chmurach; minął rok i nie ma już miejsca na jakiekolwiek przeoczenia czy pomyłki – znów mamy czerwiec, skończyła się szkoła, więc znów jestem zakochana po uszy w mojej najukochańszej, bo już nic, nic nie ogranicza ilości sił, jakie mogę wpakować w to uczucie.
Jestem szczęśliwa~!
Radosne oczekiwanie, takie z dreszczykiem, plus zakochanie, plus przygotowania do spotkania. Czy istnieje dla mnie lepszy stan default? I pomyśleć, że pociągnę na nim aż do poniedziałku. Potem będzie już tylko pure happiness.
Czyż nie?
PS. JUNE dotrzymuje mi muzycznego towarzystwa.
PS.2 Czy kogoś zastanawia brak tagu “rl”? To nie jest RL, moi drodzy. To jest alternatywny wymiar szczęścia, zarezerwowany tylko dla mnie i dla niej.
*RADOŚĆ*

NHK ni Youkoso!, odcinek 13. Tak jak i rok temu, ten odcinek kazał mi wywalić na wierzch całe moje rozżalenie. Epizod z “wyspą najbliższą Niebu” to niebezpieczna pułapka, zastawiona na potencjalnych samobójców; bardzo łatwo jest “podłapać” ten nastrój, który najłatwiej można określić tak: Po co się męczyć, po co robić cokolwiek, skoro i tak za chwilę umrzemy. Wszak myślenie o śmierci czyni ją bardziej… strawną. Czyżbym cofnęła się do tego punktu, w którym byłam w czerwcu zeszłego roku? To tyle z NHK-owego smętu.
Nadal jestem chora. To znaczy, cały czas mam gorączkę bez wyraźnego powodu. Jak nie przejdzie, to we wtorek idę do lekarza, a potem…? Zobaczy się.
“A dramatic death isn’t befitting of us.”
Tak właściwie to mi smutno, to ciągłe leżenie w łóżku mnie tak dobija. A może to dłużące się dni.
Nienawidzę weekendów, nienawidzę wolnych dni, nienawidzę zbyt głębokiego analizowania natrętnych myśli, któremu czas pozbawiony szkoły – czytaj: ludzi, których sprawami można się zająć, zamiast zamartwiania się o siebie i swoich bliskich – sprzyja.
Chcę przestać się bać, naprawdę chcę. W końcu nie mam czego? Chcę się bawić. Chcę żyć.
PS. Piosenka z tytułu notki jest prze-ge-nial-na, sprawdźcie na youtube.

Permanentna zdychawica, trzymająca mnie od piątku, powstrzymywała mnie od napisania czegoś kreatywnego. Był to jednakże tydzień emocjonujący!
Nareszcie mamy czerwiec, miesiąc faz, odrealnienia, przytulania, Skarba i… JUNE‘a, to logiczne.
W poniedziałek podreptałam do szkoły w grubym szaliku, gdyż straciłam głos, co nie było fajne, zwłaszcza, gdy doda się do tego gorączkę… oraz fakt, że z ukochanej biologii nie mam czwórki. No cóż, patrząc na mój wkład w naukę tego przedmiotu w tym roku szkolnym, w pełni mi się ona należała. Parę setnych zadecydowało jednak, że będzie trójka. Ciocia J. mimo to okazała mi łaskę i nie spełniła swojej groźby, że nie dopuści mnie do rozszerzonej matury z trójką – “Nie przejmuj się już tą trójką, tylko zacznij przygotowywać się do matury z biologii“.
Czemu ja nie poszłam na biolchem, tylko na jakąś głupią aktywność twórczą? T_T
Pomiędzy wieczorami wypełnionymi anginą, jelitówką i nudzeniem się w łóżku (jak to zabrzmiało), były także popołudnia, gdy musiałam moknąć na deszczu… i przychodzić do domu sto razy bardziej chora niż dnia poprzedniego. Były także próby uroczystości na 50-lecie szkoły.
Co do samych prób… Pomijając fakt, że jesteśmy fatalnie zorganizowani i nic nie wychodzi, jak wyjść powinno, podczas gdy czasu do 13 czerwca zostało już naprawdę mało – próby te to niekończące się retro fazy w rytm muzyki lat sześćdziesiątych, siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Serio, dokonałam ponownego odkrycia muzyki z tych ostatnich lat – czyli już nie tylko zagraniczne disco, ale i polski rock. Ach, Wehikuł czasu w wykonaniu kolegi R. wymiata, szkoda, że warstwa instrumentalna w wydaniu naszego szkolnego zespołu nie jest już taka dobra. Przynajmniej wyniosłość tego dziwnego gitarzysty można poobserwować i cieszyć się, że nie dotyczy ona mnie samej. Niech inni znoszą takiego dziwaka.
Co do moich towarzyszy w retro-fazie, to lepiej trafić nie mogłam. Kolega R., dwójka po Drzwiach Otwartych szkoły znana w pewnych kręgach pod pseudonimami Brad i Jerry (niestety, Brad się wycofał), koleżanki A., J., no i oczywiście niezastąpiona w fazach GG. Co do niej, to dziś przed pewną młodszą koleżanką znakomicie określiłyśmy naszą specyficzną relację.
Ja: Nie lubimy się, ale mamy zaaajebiste fazy.
GG: Ej. Mamy do siebie obojętny stosunek.
Jeśli obojętny stosunek równa się ciągłemu poke’owaniu, ganianiu po korytarzu i ciągnięciu za włosy… No cóż.
No dobra, a teraz mały kalendarzyk:
12 czerwca wieczorem – ślub i wesele kuzynki D.,
13 czerwca bardzo rano – urodziny Akito,
13 czerwca rano – 50-lecie szkoły, OMG,
17 czerwca – potyczki klas II,
19 czerwca rano – zakończenie roku szkolnego,
19 czerwca po powyższym – soczek+kino? z moją paczką.
A po powyższym… będę w niebie przez cały tydzień, wiecie?
Jem słodkie, słodkie winogrona
Ty śpisz w moich, moich ramionach…
♥