
Oto nowy layout i nowa, bardziej obrazkowa forma notek~! Z pewnością pomoże mi to przy notkach typowo “sprawozdaniowych”. Odbywa się to kosztem czasu ładowania się strony, dlatego też będę częściej korzystać z cutów.
Od czego więc zacznę ten nowy etap w historii Inspire? Od tego, co w ostatnich tygodniach było najważniejsze: wyjazdu do mojego Cielątka, czyli Koharu, w dniach 16-18 października i otwarcia pierwszej w moim mieście galerii handlowej – Wzorcowni. Aczkolwiek nie zabraknie standardowego rancenia.

Dnia 12 października 2009 sześć osób z mojej klasy doczepiło się do wycieczki innych klas do wspaniałego miasta Łodzi. Oto i moje jeszcze całkiem świeże wrażenia z tego wypadu.
Ciekawie się nasza wycieczka zaczęła… Wyruszyliśmy z ponad 10-minutowym opóźnieniem, gdyż jeden delikwent przez nieuwagę zostawił plecak pod drzwiami szkoły. Zorientował się w autokarze… Cud, że ten plecak leżał na miejscu, w którym został pozostawiony.
Pluskanie się, Utajniona Część Wycieczki, dużo zdjęć i… Wzorcownia, naturalnie.

“Jak będziecie mieli dzieci, to kupicie im klocki z literkami i każecie wszystkie permutacje ułożyć – cały dzień z głowy!” – mądrość sorki O. na dziś.
9 października 2008 był dniem trochę chłodnym, ale słonecznym. 9 października 2009 – już nie, niebo było zachmurzone, chwilami chyba nawet kropił deszcz. Znaczy to, że pogoda niekoniecznie odzwierciedla moje nastroje… Dlaczego o tym wspominam? Otóż dziś minął rok, odkąd po raz pierwszy pomyślnie przeciwstawiłam się matce – i wyprowadziłam się z domu. Zastanawiam się, czy słowo “uciekłam” nie byłoby lepsze… ale czy ucieczką można nazwać spakowanie się i przeniesienie do rodzica, który ma takie same prawa rodzicielskie, jak i drugi rodzic? Chyba nie.
Obiecanej “spóźnionej o rok parapetówki” dziś nie było, ale przynajmniej mój zacny brat Piotruś i jego córka przyjechali.
Ogólnie, ostatni tydzień minął dość spokojnie. Nawet do dużych klasówek uczyłam się na popołudnie/wieczór przed, a wychodziłam z czwóreczkami… Okej, pomijam niechciane polne lokatorki w pokoju oraz dzisiejszy spazz. Bo, moi drodzy, muszę wspomnień o czymś jeszcze…

Rok 2000 – przy ulicy Kilińskiego stoją ruiny po dawnej “fajansiarni”. Rok 2004 – część ruin jest przebudowana; w tej odnowionej części otwarte zostają salony meblowe i Kaufland. Rok 2005 – do kolejnej odświeżonej części przeniesiony zostaje Empik. Rok 2008 – przy reszcie ruin rozpoczynają się jakieś podejrzane remonty, osłonięte zieloną blachą… Tak, tak, miasto rozwija się razem ze mną. Dokładnie pamiętam tę stojącą przy przystanku, grożącą zawaleniem samotną ścianę :D oraz moje zdziwienie, gdy ojciec zabrał mnie do Komfortu i stwierdziłam, że owej ściany już tam nie ma. A teraz? Miasto odpowiada na moje potrzeby i daje mi galerię handlową.
Bo tak, tylko skończony loser wzrusza się na widok ukończonego szyldu Wzorcowni.
Zimną już jesień ogrzewam koreańską muzyką. Teraz już nie tylko JUNE’m, 4minute czy Jewelry, ale i najnowszą manią – f(x). Nigdy nie myślałam, że polubię coś o TAKIEJ nazwie. To znaczy… Sam zespolik nie interesowałby mnie zbytnio, gdyby nie jego raperka, Amber – tak, ta z dzisiejszej ikonki. Witaj, RL wersjo mojej OCki Kumi! No, prawie, ale jednak ten typ ni-to-chłopaka-ni-to-dziewczyny bardzo mi odpowiada. A żeby było lepiej, Amber nie tylko świetnie wygląda (w męskich ciuchach i uczesaniu), ale i jest utalentowana. Rawr.
A propos – chłopaczek, który w ostatnim “Mam Talent” dostał się do kolejnego etapu, jest z mojej szkoły. *evil uśmieszek*