Dziękuję, Mamo, dziękuję, Tato, dziękuję, M., dziękuję, K., ale pamiętajcie, że mogę uciec już tylko w jedno miejsce.
we are the crowd, we’re coming out
got my flash on it’s true, need that picture of you
it’s so magical
we’d be so fantastical

Od jakiegoś czasu przedmiotem mojego pożądania jest k l i s z a.
Jak rozumieć słowo “klisza”? Otóż klisza to możliwie najwygodniejsza forma, w jaką mogę się wbić i spokojnie w niej egzystować. Czyli że naśladuję lekkość istnienia z takim przekonaniem, że faktycznie zaczynam żyć z niebywałą lekkością… i właściwie po co mi więcej na chwilę obecną, gdy moim jedynym zajęciem powinno być zwyczajne życie z dnia na dzień, spotkania towarzyskie, nauka, czytanie, rysowanie…? Klisza jest na razie wystarczająco pojemna, abym mogła realizować się w niej. Posiada tylko jedno ograniczenie: nie ma w niej miejsca na wielkie, destrukcyjne uczucia. Upodobanie sobie tej czy innej osoby – w porządku, zmieści się. Ale umieranie z miłości? Nie, nie, nie..! Już nie.

Ejże, ty tonie mój, tonie lekkiego felietonu!
Wasza ulubiona, kronikarska ciocia Mai utraciła swoje iście demoniczne w tym roku szkolnym zdrowie, więc nareszcie ma czas na napisanie notki. Przygotujcie się na kontrowersyjne treści. Prawda, prawda i sama prawda. Można poczuć się oburzonym!
Od ostatniej notki zdążyłam się zakochać, odkochać, zwichnąć sobie serce, odkochać się (?), zauroczyć się, a teraz to już w sumie nie wiem, co.
Sny wariata, nekrofilia, nowoczesność, retardacja, maksymalizm etyczny, retardacja, werteryzm…