
Klasyczny happy end wyglądałby tak: jako radosna singielka z otwartym umysłem, którego nikt nie zaprząta, wyśmienicie zdaję maturę, po czym dostaję się na studia. Najlepiej na jakąś naprawdę dobrą uczelnię! Jedni mi zazdroszczą, a inni podziwiają, że po fatalnym roku pozbierałam się i “jawampokazałam” wszystkim. Idę do pracy na wakacje, cieszę się stanem wolnym, po czym w październiku wyprowadzam się z W-wka i – wciąż z otwartym, niezaśmieconym umysłem – całkowicie skupiam się na wnikliwym studiowaniu filologii angielskiej.
A jak to wygląda w praktyce?