September, 2010

♪ Lady GaGa – Eh Eh (Nothing Else I Can Say)

September 14, 2010

Jestem singlem.

Note to self na przyszłość: nie umawiać się z socjopatami, bo później takie różne dziwne rzeczy wychodzą. Ale wakacje spędziłam dość miło. Miło. Dość. Może tak. I nawet przez krótki okres kilku(nastu) dni czułam się kochana. Zresztą taki był pierwotnie plan, czyż nie? Spędzić miło wakacje i wyjechać w piz-du. Co prawda ten punkt “wyjechać w piz-du” odpadł w przedbiegach, ale ludzie! Zaraz idę na studia i poznam mnóstwo świetnych osób.
I w ogóle zajmę się nauką, haha.

Żeby było jasne: nie, nie znienawidziłam Durarary, ani Shizuo , nadal go kocham masochistyczną miłością, I mean, mógłby mi dać wpierdol, a ja bym umarła szczęśliwa. Tym bardziej nie znienawidziłam Kuroshitsuji II ani Kuroda!

Tak mi się wydaje, że długo też nie zdejmę znad biurka urodzinowego rysunku od Zmrokoskiej, choćby dlatego, że jest cudny, i dlatego, że jest od mojej najlepszej przyjaciółki.

To tyle na temat tego, co zmienię, a czego nie zmienię w życiu w związku z tym wiekopomnym zerwaniem przez SMS-a wydarzeniem.

I had someone that I loved long, long
But my friends keep on telling me there’s something wrong
That I miss someone
And then there’s nothing else I can say…

PS. Wiem, że tekst tej piosenki podobno oficjalnie brzmi inaczej, ale to jest to co słyszę i taaak mi się już wryło w mózg. Aż sobie pomyślałam o naleśnikach, które czekały na mnie w domu.
PS. II I jest jeszcze jedna wartościowa pamiątka. Postać Kingu.

tags: dziwnie mi,nic nowego,rant,rl,school

♪ Matsushita Yuuya – Bird

September 05, 2010

Pewnego razu ojciec i M. strasznie się pokłócili.

A kiedy zwierzyłam się z tego komuś, ten ktoś powiedział: “Może to i lepiej? Zamieszkasz z ojcem sama, będziesz miała spokój.”

Wtedy się oburzyłam, mając na uwadze dobro ojca. Potem pomyślałam o czymś innym, wciąż związanym z tamtą kłótnią.

Właściwie to zawsze myślałam, że idealny związek dwojga ludzi to wieczne, nieustanne, odwzajemnione wpatrzenie w tę drugą osobę, niewidzenie świata poza nią, poświęcanie wszystkiego dla niej, żywienie do niej tak wielkiego uczucia, że cała reszta jest tylko nic nieznaczącym dodatkiem.

Tym bardziej nie rozumiem tego całego gadania o “wolności”, “własnym gronie przyjaciół”, “swobodzie w związku”. Kurna, to jest związek, nie bar schadzek, do którego wpada się w przerwach od życia towarzyskiego. Chociaż minął już ponad rok od tamtej sytuacji, zdania nie zmieniłam.

tags: rl