
Dostaję kwiaty i listy, a jeśli wierzyć zapewnieniom, niedługo czeka mnie własnoręcznie przygotowana romantyczna kolacja oraz tort urodzinowy. Ktoś nie tylko pisze o mnie stale w pamiętniku (i nie boi się mi tego pokazać), ale i prowadzi zeszyt, w którym pisze tylko do mnie, gdy tylko dopada go tęsknota. Dowodami miłości obdarowujemy się dosłownie na każdym kroku. Mamy wspólny świat, uniwersum całe, ale udaje nam się z powodzeniem żyć w świecie zewnętrznym – byle razem. Nawet wieczory na GG (podczas tych krótkich chwil rozłąki) potrafimy zaaranżować tak, by były niesamowite. Obecnie widujemy się już praktycznie co tydzień, a wkrótce… Wkrótce będziemy mieszkać w jednym mieście, następnie studiować na tej samej uczelni i w końcu mieszkać razem, bo nie wyobrażamy sobie, by nasze plany w którymś punkcie miały się rozbiegać.
Czy rok temu mogłabym śnić, że coś takiego jeszcze mnie spotka?
Czy dwa lata temu mogłabym sobie tego zażyczyć?
Czy trzy lata temu mogłam o czymś takim marzyć?
Nie. ♥

To był ciężki tydzień.
Właściwie, patrząc na tę przyziemną część mojego życia, było to koszmarne osiem miesięcy.
Całe szczęście, dziś zaliczyłam fonetykę i szkoda, że drzwi tej uczelni (?) są rozsuwane automatycznie, bo trzasnęłabym nimi, aż budynek by się zatrząsł. We wtorek czeka mnie jeden jedyny dzień sesji, ale w sumie nie bardzo mnie to już interesuje. Wątpię, czy przyjadę w ogóle na poniedziałkowy speaking, skoro zal w indeksie już jest.
Tym samym przebrnęliśmy przez pół roku targowania się o każdą godzinę razem (nie, wcale nie piję tutaj do spontanicznego wyjazdu na cztery godziny z hakiem ♠). Oto nastały wspaniałe czasy. Czeka nas cudowne lato… Lato? LATA. Długie, długie lata.
Długie jak nie powiem, co.