
Dzisiejszą ikonkę (która liczy sobie 2 lata, 5 miesięcy, 2 tygodnie i 1 dzień) sponsoruje KenKen, obchodzący dziś urodziny; a niech ma.
Całkiem sporo rzeczy do wypisania.
I.
30 stycznia 2009 za sprawą zdobycia wyróżnienia w konkursie historycznym (ładnie to brzmi, ale chodziło tylko o narysowanie żołnierza) wybrałam się na pro-PiSiorską wycieczkę do sejmu! Wycieczka nie byłaby taka interesująca, gdyby nie towarzystwo Justynki, która to również zdobyła wyróżnienie. Ze wszystkich osób z klasy jechała ze mną akurat ta najbardziej rozsądna, co za ulga (mogło być gorzej, ale… cóż, ktoś w porę zrezygnował).
W ciągu czterech godzin drogi poczęstowano nas cukierkami i owockiem, soczki ze względów praktycznych odstawiono do powrotu. Wysiedliśmy przy tabliczce z napisem Parking – Strefa Płatna, co zakręcona wielogodzinną jazdą Justynka odczytała… Parking Stefana Płatiniego.
Jaki cyrk jest, każdy widzi, ale czekaliśmy pod nim ponad godzinę, zanim nas wpuszczono. Wnuczka (…córka?!) jednej z organizatorek umilała sobie czas liczeniem wyżutych gum, przyklejonych do ścian Białego Domu. Justynka (Stefan Płatini) natomiast zapędziła się w opracowywaniu wstępu swojego pierwszego przemówienia (jak już zostanie prezydentem) – “Nazywam się Milijon”. Na co ja, ochrzczona Czterdzieści i Cztery, odparłam: “Milijon, tu Czterdzieści i Cztery, zgłoś się!”. Jako że nudziło się nam niezmiernie, rzucałyśmy różnymi epickimi tekstami. Nie wszystkie dotyczyły “Dziadów”.
Ja: Ciekawe, jakie mają tam łazienki?
Justynka: No chyba na wodzie?
Zwiedzanie sejmu zaczęło się małym zamieszaniem, a mianowicie – diabetykom ze sprzętem medycznym wstęp wzbroniony? A zasadził im kiedyś ktoś kopa w coś? ♥ Wpuścili po kwadransie bezsensownej dyskusji. PiS.
Sala obrad jest super. Taka puchata i dźwiękoszczelna, i ma wygodne fotele! Myślałam, że będzie większa. Stefan Pła… Justynka poczyniła ciekawe obserwacje.
Justynka: To wejście z krzyżem nad drzwiami jest dla wierzących, a to bez krzyża… dla niewierzących.
Po zwiedzaniu słynnego korytarza i krótkiej pogawędce z Gosiewskim (fajny gość btw), nasza 40-osobowa grupka poszła do sejmowej restauracji. Jedzenie było ohydne, ale tym, co robiło wrażenie, był barek – te bajecznie kolorowe alkohole! XD W pobliżu stał nawet tron dla najbardziej pijanego.
Po obiedzie przyszedł czas na największą atrakcję, czyli… maszynkę do czyszczenia butów, która była absolutnie OSOM. Wszyscy, bez wyjątku, się nią zachwycali.
II.
Dokładnie tydzień później odbyły się słynne klasowe zdjęcia. Ostatecznie przekonałam się, że moja klasa to kochane menele są. Co prawda wyróżniałam się z tym cukrowo różowym sweterkiem, ale nie aż tak, jak Żółte Trio w składzie Klaudia, BB, Patrycja. Że co, że niby BB nie na galowo…? A, bo wychowawcy to wolno.
Prosto ze szkoły pojechałam na dworzec po Skarba. Skarb był. Kolekcja ślicznych fotek.
III.
Odliczałam dni do kolejnego spotkania ze Skarbem. W międzyczasie zaliczyłam w szkole zajęcia z edukacji psychoseksualnej (tudzież psychoedukacji seksualnej ;D), odkryłam wspólnie z klasą potencjał głosu sora Alladyna (Misterska! Nie gadaj, bo mnie głowa boli!), odnalazłam w sobie ogromną miłość do biologii i fizyki (do chemii nadal nie), a także pokręciłam głową nad kolejną ambitną debatą z Jureczkiem odnośnie zmiany nauczciela matematyki (do czego nie dojdzie). Och, i 7 kwietnia mam próbną maturę z tegoż przedmiotu, ahaha, dobre ♥.
IV.
13 lutego 2009 w mojej szkole odbył się Żalowy Koncert Walentynkowy, na którym śpiewały “lokalne” (w obrębie w szkoły, oczywiście) “sławy”, a prowadziła go inna “lokalna” “sława”, czyli Olga. Leciały żalowe teksty. I w ogóle żal.
Żal też, że uciekł mi autobus, na który (prawie) prosto ze szkoły poleciałam. Whatever, do Skarba pojechałam następnym.
Przeżyłam najcudowniejsze Walentynki ever. Byłam na randce, dostałam pierścionek. Do tej pory mam głowę pełną wspomnień; każdą chwilę tego spotkania rozgrzebuję po sto razy i sprawdzam, czy nic nie umknęło mojej pamięci…
A Sparkle Ayu powoli zaczęło mi się nudzić. Przedawkowałam taką świetną piosenkę, ale i tak nie mogę się od niej uwolnić :x Od niedzieli nie słuchałam niczego innego. No, prawie.
I w ogóle?
PS. Tylko w W.I.T.C.H dowiecie się, jak wygląda prawdziwy francuski… osiołki.
PS II Francuski.

Najważniejsze jest to, że tydzień i jeden dzień temu Naturally przestało mi się kojarzyć ze smutkiem i samotnością… choć nadal czuję pieczenie łez wzruszenia, kiedy sobie przypominam, że w końcu słuchałyśmy tej piosenki razem.
Ciekawe, że aż tyle czasu zbierałam się do napisania tego tutaj.
*ryczy jak głupia ♥*

Aby jakoś się uwolnić z piętna tradycji Najgorszego Dnia w Roku, wychodzę do ludzi, pisząc tu notkę. Inaczej ma się sprawa z wychodzeniem do ludzi dosłownie, gdyż dziś ucięłam sobie małe wolne od szkoły. Wpływ na tę decyzję miało przedwczorajsze omdlenie i wczorajsze niepokoje odnośnie dnia dzisiejszego.
Taak, wychodzenie do ludzi. W pewnym momencie zdaje się człowiekowi, że jednak warto mieć większe grono ludzi zaufanych – kto zna to uczucie? Ci, których się już zna, powoli przestają wystarczać.
Całkiem niedawno, po ponownym przeczytaniu tekstu Snow Scene Antyków, zaczęłam intensywnie rozmyślać na temat pewnej osoby; może jednak mam za mało odwagi, by ot, tak po prostu się do niej odezwać? To jest ciężkie. Ale nie niewykonalne, bo przecież już jeden krok w tym kierunku zrobiłam.
Cholera, Miku swoim tekstem piosenki znowu trafił dokładnie w to, co czuję. Jak on to robi?
Antyki nadal zżerają mój i tak wybrakowany mózg. Kiedyś odczuwałam to wobec aktorów z TeniMyu – to wrażenie, że istnieją ludzie idealni; ktoś powinien wiedzieć, o czym mówię. A to wrażenie jest mi potrzebne tym bardziej teraz, gdy Ayu, którą do niedawna zaliczałam do grona ludzi zbyt idealnych, by mogli istnieć, powoli zaczyna upadać do roli spracowanej, trzydziestoletniej kobiety.
To wszystko makijaż i opakowanie, to, co sprawia, że uważam tę czy inną celebrity za osobę idealną, ale tak miło ulegać tej iluzji!
Rozterki i myśli przelane, można skończyć. Ach, Snow Scene.

Jako że nie chce mi się rozwodzić nad długaśnym podsumowaniem ostatniego – i tak niezbyt ciekawego – roku, posłużę się bardziej metodą słów kluczowych, gdzieniegdzie rozwiniętych.
Styczeń; sylwester na GG z Sei, och, niezapomniane. Nowy (świetny!) singiel Okui, dentystka niemalże co tydzień, rozmyślanie o dość interesującym końcu świata z udziałem wielu znamienitych osobistości. Przy tym wszystkim dalsze fazowanie na punkcie pewnej ślicznej osóbki, wybitnie mnie zresztą ignorującej.
Luty; najbardziej stresujące Walentynki ever oraz faza na Valentine Kiss. Potem niezapomniane pierwsze spotkanie z Sei… oraz czytanie Lolity z wypiekami na buźce. No i zalałam laptopa kawą, yay.
Marzec; nowy laptop! Dużo, dużo szkicowania.
Kwiecień; Powolutku, gdzieś tam na dnie mojego mózgu, zaczyna kiełkować mania zwana Shitenhouji. Pierwsze rozmowy o mhroocznej przyszłości Kintarou miały miejsce już w marcu, a swojego wnuka związałam z potomkiem Kurczaczka również jakiś czas temu, ale to właśnie w okolicach kwietnia… coś się zaczyna dziać w moim rozumku. Poza tym – ten jakże okropny egzamin gimnazjalny, brr. Największy stres ever, tym bardziej, że pisałam w osobnej sali.
Maj; Łyknęłam trochę wiedzy teoretycznej na temat proporcji i cośtam zaczęłam dłubać… odnośnie pierwszych porządnych charasheetów. Dodajmy do tego PIERWSZY arcik Chitose/Kura w moim życiu!111!oneone!1 Co prawda przedstawiona scena była technicznie niemożliwa, ale wtedy nie wiedziałam praktycznie nic o przeszłości Chitose. XD Po raz pierwszy usłyszałam piosenki Mami Kawady (IMMORAL!!) oraz powróciła mi faza na Overlap Kimeru – niemożliwe, ale jednak! To pociągnęło za sobą większe zainteresowanie cudownym ficem mojej kochanej oraz tejże opowieści głownym bohaterem (RYSIAAA ♥). Zepsuł się telewizor, a ja wpadłam w twórczość Aiuchi Riny, której album PLAYGIRL stoi sobie ładnie na mojej półeczce.
Czerwiec; Urodziny Akito, YAY! Przy okazji przysporzyłam sobie czwórkę prawnuków, ale to szczegół. XD Wynik egzaminu gimnazjalnego: zboczone 69 punktów, średnia: 4.51. Nareszcie oderwałam się od jakże znienawidzonego gimnazjum, zawiozłam papiery do liceum, po czym nazajutrz wybrałam się do Sei. ♥ I, jak się okazało, dostałam się do liceum pierwszego wyboru. Również w czerwcu napisałam 24 rozdział Connected… i na tym na razie przerwałam przygodę z tym ficem. >_>
Lipiec; SHITENHOUJI. Nie trzeba nic więcej dodawać. Super ultra great delicious FAZA.
Sierpień; DREAM LIVE 4th, urodziny Tachibany, pierwsza od sześciu lat wycieczka szkolna.
Wrzesień; Argh. Szkoła. Nowa szkoła i przyzwyczajanie się do wstawania o szóstej oraz dojazdów. O, i prawie zginęłam.
Październik; Już nie nadążam z nauką. Czas umilają mi An Cafe.
Listopad; Nadal nie nadążam, ale dostaję w łeb i leżę w szpitalu na wstrząs mózgu. Ahaha. An Cafe – nadal. I wznowienie… pewnej znajomości.
Grudzień; ROZPUSTA!! Zamówienie nowego fanbooka TeniPuri i nowego albumu Ayu, gorący czas w szkole (nadal nie nadążam!), faza na unit Ragdoll. I boski sylwek, którego sama zepsułam jakoś po trzeciej nad ranem.
To na tyle. Co za okropny rok.
PS. Kura/Kintarou = moje nowe OTP.

Huhu, nareszcie, chciałoby się powiedzieć. Życie płynie – raz wolniej, raz znów nieznośnie szybko (kto uwierzy, że JESZCZE nie przyzwyczaiłam się do czasu letniego?). Jak widać, jest nowy layout tak, MUSIAŁAM o tym napomknąć.
Egzaminy gimnazjalne były, owszem. Akurat ja, ze względu na cukrzycę, pisałam w osobnej sali (puh, robią z człowieka inwalidę, chociaż moja doktórka wyraźnie napisała, że powinnam pisać z resztą przystępujących…). Pierwszego dnia jako komisję przydzielono mi siostrę od religii O_o, jakiegoś gościa, którego nigdy w życiu na oczy nie widziałam oraz faceta od angielskiego, który i tak mnie nie uczy. W rezultacie, gdy po godzinie skończyłam pisać (naprawdę nie mogę się skupić na niczym przez dłużej niż 45 minut – kochane problemy z koncentracją! ♥), mój kark był, delikatnie mówiąc, sztywny i przez kolejny tydzień takowy pozostawał. A to dlatego, że kochana komisja gapiła się na mnie przez tę godzinę bez przerwy, ja zaś próbowałam jakoś się bronić przed tym natarczywym wzrokiem. Okazało się, że skończyłam pisać jako pierwsza i, niestety, natknęłam się w drodze powrotnej na pilnującą drugiego wyjścia panią Krutil od gegry – nie powiem, nadawała się do tego idealnie, zajmowała sobą całe wyjście >_>. Ugh, zostałam dokładnie przepytana z tego, co było w części humanistycznej i musiałam się przyznać, że kompletnie zawaliłam rozprawkę. v.v’ Mam cichą nadzieję, że nie odejmą mi zbyt wiele punktów za nieteges argumenty >_>…
Kolejny dzień, muszę przyznać, był mniej stresujący. Nie wiem, dlaczego, może dlatego, że cała trzęsawka minęła mi po humanie… whatever. W komisji byli niezmiennie dwaj panowie z dnia poprzedniego, ale w miejsce zakonnicy pojawiła się pani Ziółkowska czyli, OMG, moja polonistka z pierwszej gimka i jednocześnie autorytet absolutny, ta kobieta jest niesamowita *O* Przynajmniej nie bałam się podnosić głowy. XD Test ścisły był łatwiejszy, niż się spodziewałam, ale znowuż nie mogłam dłużej nad nim posiedzieć i po dokładnie 50 minutach skończyłam pisanie. v.v
Ogólnie chyba nie poszło mi tak źle. Po (dość ogólnikowym) przeliczeniu punktów przy pomocy odpowiedzi liczę na jakąś siedemdziesiątkę w najgorszym przypadku. W razie czego, ratują mnie konkursy, uch >_>.
Och, nie ma to jak zanudzanie tasiemcowymi relacjami z egzaminu.
W sumie jeszcze tydzień, dwa i w szkole będzie kompletny luzik. Oceny mam pewne, nie muszę nic poprawiać – nie jest najlepiej, ale źle też nie, liczy się ta szóstka z angielskiego, 5 z polskiego, 5 z WOSu i 4/5 z historii, czyli przedmioty punktowane na profilu kulturalno-medialnym *w* (klasa G XD lolz). Pewne nauczycielki nadal twierdzą, że jestem bezczelna, krnąbrna, ironiczna i wręcz chamska, i że w liceum zostanę zgaszona w miesiąc – huh, w podstawówce mówili mi podobne rzeczy, tyle, że odnośnie gimnazjum – i że mogę się pożegnać z oceną wzorową z zachowania. Whatever, są i takie nauczycielki, które wyżej wymienione moje cechy uznawają za oznaki inteligencji i uporu, który pomoże mi w życiu = :D.
Okie, dosyć o szkole. Ostatnio zaopatrzyłam się w dyskografię Riny Aiuchi i muszę przyznać, że to poszerzanie horyzontów muzycznych wyszło mi na dobre *0* Przez dobre dwa tygodnie słuchałam tej kobiety jak szalona. XD Teraz zaś nastał czas nowych singli u moich ukochanych artystów~ 20 czerwca niezmiennie najlepsi m.o.v.e, 7 lipca Makkun, a Ayu dopiero co powiedziała, że nagrywa nową piosenkę. Ach, no tak, jeszcze Kimeru! Och, jakże się wczoraj zaśliniałam na widok okładek jego nowego singla, który wychodzi już za TRZY DNI OMGZ ASDFGHJKL przepraszam, spazz. *O* W takich momentach zdaję sobie sprawę, że tak naprawdę uwielbiam tę niby-kobietę, uch >_>’
No, to by było na tyle tego przynudzania. Musiałam. Ech. W sferze zadowolenia z własnego życia nadal tak samo: be, fe i wogle samotnie jak cholera. Ale przynajmniej własnych postaci przybywa.
[EDIT]
Zmieniłam fotkę w read more. Wyglądam tam podobnie do Makkuna w booklecie Remote Viewing. 0_o

Notki raz na miesiąc rulah.
W drugiej połowie lutego zagościła w mych skromnych progach moja bosko boska kochanka Sei O: . Rozmowy o ratingu wybitnie NC-17 do trzeciej w nocy, głupawki. Dowiedziałam się, co znaczy obcowanie z prawdziwym tensaiem. Tak tak, czyli mogłam uświadczyć OMG przeciągłych spojrzeń (to find Insight, press F3), tensajskiego panoszenia się w pokoju (♥!), chuchnięć w kark i w ucho i w ogóle – czułam się molestowana przez te ponad sto siedemdziesiąt centymetrów czystego geniuszu i erotomaństwa! O, i dostałam nieprzyzwoitą książkę! O, i padło również mnóstwo tekstów, których chyba już nigdy nie zapomnę.
• ‘Ręka – nie tam! Czy ręka mnie słyszy?!’
• Tensajska poczta głosowa! Oshitari miał zawał serca, gdyż jego najmłodsza pociecha wciąż była prawiczkiem. Rano stary Oshitari budzi się w szpitalu… ‘Tu tensajska poczta głosowa. Masz jedną nową wiadomość. Aby odsłuchać wiadomość, wciśnij #1. Aby skasować wiadomość, wciśnij #5. *3* Fuyumi, godzina czwarta piętnaście. Tatusiu… Zrobiłem to z ukochanym… ^____________^ Było cudownie… –koniec wiadomości. Aby odsłuchać wiadomość raz jeszcze, wciśnij #1. Aby skasować wiadomość, wciśnij #5. Aby zapisać wiadomość, wciśnij #666.’ *LOLZ* *ROTFL*
Zapewne było ich więcej. Prawdopodobnie zostanie mi to wytknięte w komentarzach. Uzupełnię, obiecuję.
Potem była mała powódź na biurku i fiu, mój dwuletni laptop imieniem Shigeru umarł, że tak delikatnie to nazwę. Już nigdy nie zjem, nie wypiję niczego w swoim pokoju. Lekcje będę odrabiać tylko przy wyłączonym komputerze… Po paru dniach komputerowej abstynencji oraz napisaniu pewnego incestowego, nadzwyczaj nieprzyzwoitego fica, wybrałam się do ojca – i dostałam nowego laptopa oraz komórkę, jako że stara rozwalała się od roku :D. Ach tak. I nie nadałam nowym sprzętom imion postaci, które umarły/nieźle oberwały. Tym razem noszą imiona bohaterów nieśmiertelnych! Czyli – laptop ochrzczono Akihito, komórkę Fuyumi na cześć dwóch takich, co zabawiło się w nieśmiertelność. Komóreczka ma nawet taki sam kolor, jak włosy Fuyumiego, zaś co do notebooka… Podobnie, jak u prawdziwego Akihito, jego parametry mogłyby wzbudzić podziw niejednego. ;>
W międzyczasie wyszedł album Shiiny Ringo, Rikkaidai Heisei Fuuzoku. Cóż mogę rzec? Pani Jabłuszko jak zwykle dała niesamowity popis. I chociaż nowych piosenek było mało (większość stanowiła rearanżację jej starszych kawałków), to i tak – omg. Heisei Fuuzoku = ♥, ach, ten złowieszczy klimat.
A BEST 2 Ayuśki… Stawiam na Blacka. Zdecydowanie. Chociaż White’a słucha się naprawdę miło, z pewnością kupię Blacka ♥.
Pochorowało się me i cały tydzień w domku siedzi ;w;

Witamy w WordPressie. Jou.
Hah. Czas oderwać się od wielce pasjonującego zajęcia, jakim jest emowanie sobie w kąciku, urozmaicone podjadaniem wysokokalorycznych ciasteczek i, uhm, napisać notkę? W sumie zdążyłam zapomnieć, jak to się, do cholery, robi, no ale spróbować zawsze można.
Jakoś nie czuję się na siłach, by opowiadać wszystko, co miało miejsce od końca września 2006 z drobnymi szczegółami – a szkoda, bo uwielbiam przynudzać. W skrócie więc… Pod koniec września (?) skończyłam oglądać Ourana – jakoś seria ta nie pozostawiła we mnie żadnych szczególnych wspomnień, zdążyłam zapomnieć o niej w zadziwiająco krótkim czasie. Wyszedł nowy – OMFGBOSKIFANGIRLOZAMODESUWABESUWABE! – album Atobe. Byłam na konie (NEGIcon, końcówka października, uściślając) – poznało się parę osób, z którymi nader szybko musiałam się pożegnać i jakoś tego kontaktu brak… A szkoda, bo Tenipuri-fazy z Gabi (♥!) na zawsze pozostaną w mojej pamięci (och tak, plan tygodnia Tezuki i Rżnięta Przez Wszystkich Pupa Ryouma!) :D… Między innymi poznałam osobiście Goku-samę [podlizywanie się]której przecudowne szkice widnieją na obecnym layoucie INSPIRE[/podlizywanie się XD]. Ach, cóż to był za konwent…
Następnie, zszokowana taką ilością utalentowanych znajomych, wpadłam w szał rysowniczy, który trwa do dziś D: Och i ach, wyrzucanie kasy w szkicowniki, cienkopisy 0.1mm, dobre kredki i tym podobne jest piękne. Potem był szum wokół nowego albumu Ayu – ohmg, od początku wiedziałam, że JEWEL i 1 LOVE będą pochodzić z albumu, nie z singla! – i niecały miesiąc później, to jest 23 grudnia, w ów album się zaopatrzyłam. Zdobi on teraz moją półeczkę *lovelovelove*. Jak już wspomniałam o 1 LOVE… Piosenka ta aktualnie plasuje się bardzo, bardzo wysoko na liście moich ukochanych utworków. W międzyczasie powróciła mi megafaza na boską, cudowną et cetera Okui Masami. I tak też jedna z jej piosenek, której niegdyś nie mogłam znieść – 蜜-mitsu- – dziś jest moim najnajnaj songiem no w końcu wydało się, skąd wytrzasnęłam imię mojego starszego syna, Mitsusuke….
Święta i sylwester zbyt udane nie były; no dobrze, to ostatnie urozmaiciła mi bardzo ambitna rozmowa z Sei, obecnie moją Oficjalną Kochanką ♥ Ach.
Uhm, tym oto sposobem znajdujemy się w roku 2007. Póki co nic szczególnego, no chyba, że liczyć zaopatrzenie się w A BALLADS Ayuśki, nowy singiel Makkuna (Okui :D), oczekiwanie na A BEST 2 wspomnianej panny Hamasaki oraz niewygodny fakt, iż szkoła/nauka/niepotrzebne skreślić zabiera mi, niestety, coraz więcej czasu. Och, jakże niefajnie. Ale wygląda na to, że przepowiednie matki, iż dopiero teraz czeka mnie od cholery nauki, się sprawdzają. I gdyby tylko ARGH TA %^&*(@$)(*&^ droga, kochana pani M. od matematyki nie uprzykrzała mi tak życia.
Hm, zapomniałam wspomnieć, że przybyło _PARĘ_ nowych postaci do _jednego takiego_ drzewka genealogicznego… Ale o tym może innym razem.
Tymczasem pewna osóbka porządnie rozmyła mi granicę pomiędzy rzeczywistością, a moimi chorymi fantazjami o drobnej pseudoshota-Japoneczce na wyciągnięcie ręki. Trudno, jak nieśmiałość, to nieśmiałość…
Najbliższy piątek… Yay! Sei! ♥ Czyli spotkanie z moją OMG kochanką ♥. Cały weekend pisania p0rnosów AtoTezu i Aki2 _interesujących_rozmów_! ♥♥ Och tak. A, jeszcze jedno.
No ja po prostu KOCHAM tę kobietę. Od dłu~ższego czasu. I to ona gości na dzisiejszej ikonce przy notce.