
Zaczęłam zapisywać wszystko, co jem. Tak dzień po dniu, posiłek po posiłku; trwa to ponad dwa tygodnie. Ostatni raz, kiedy robiłam coś takiego, miał miejsce w marcu 2010 podczas Morderczej Diety (o bogowie! To było aż dwa lata temu!).
Teraz nie ma żadnej morderczej diety ale pewne rzeczy już na samej kartce wyglądają źle, dlatego na następny dzień usuwam je z jadłospisu. Jakoś zdrowiej to wszystko wychodzi.
Po paru dniach odezwało się moje lenistwo, więc zaczęłam pisać sobie menu na kolejne dni (i trzymać się tych zapisków). Ha! Dwie pieczenie na jednym ogniu, że tak powiem w klimatach jedzeniowych. Niezły wstęp do planowania posiłków jakiś czas naprzód, a i niepotrzebnych wydatków się unika.
/I W OGÓLE CZEGO JA SŁUCHAM, WTF LOL