
Jest to moja dziewiąta notka w tym roku. Dziewięć to liczba, która kojarzy mi się z kolorem fioletowym. Jest to także najbardziej mroczna liczba według mnie. I wszystko się zgadza, bo mamy zimę za oknem, więc przez większość czasu jestem ta ja, a nie tamta ja, i w ogóle fajnie mieć w końcu nazwę szufladki i nie chodzić z tą samą plakietką co ktoś, kim absolutnie nie jestem (i tak, nawet teraz zdaję sobie z tego sprawę).
Pomyśleć, że do niedawna to coś, co się w skrócie zowie ChAD, było dla mnie tematem do przemilczenia i generalnie nie do ujawniania, a co dopiero publicznej dyskusji.
Napisałam “przez większość czasu”, bo dzisiaj miała miejsce pewna osobista porażka, która wywołała u mnie szereg mechanizmów obronnych (jak zawsze). Szykuje się rewolucja, totalna rewolucja, dewastacja starego systemu, odmiana. No chyba, że euforia za chwilę minie i dam się po raz kolejny zamknąć w przyjmowanym nieraz w zeszłym roku schemacie – zamknij się, obserwuj uważnie i patrz, co będzie dalej.